2 lutego 2017

Ulubieńcy miesiąca | Styczeń 2017

Ciągle nie mogę uwierzyć w to, że mam kolejny rok za sobą. Mimo, że jest początek lutego, to ja nadal żyję w ubiegłym roku, mylę notorycznie daty i kompletnie nie dociera do mnie, że 2016 jest już przeszłością. Może, to dlatego, że w 2017 czeka mnie wielkie wydarzenie, które wymaga ode  mnie mnóstwo pracy, organizacji i czasu, który bardzo szybko ucieka, a ja nie chciałabym się obudzić z ręką w nocniku i wolałabym, żeby dni nie mijały w tak szybkim tempie... Lubę mieć wszystko zapięte na ostatni guzik, mieć pewność, że wszystko jest ok, a później już tylko czekać na punkt kulminacyjny w błogim spokoju, ale w tym przypadku tak się nie da co mnie strasznie wkurza (!). Nie o tym jednak dzisiejszy post, a o kosmetycznych ulubieńcach miesiąca. Przejdę zatem do sedna, a  o organizacji porozmawiamy sobie kiedy indziej...

Ulubieńcy stycznia, to także ulubieńcy grudnia, których nie publikowałam na blogu, bo nie było tego zbyt wiele do pokazania, a styczeń pozwolił mi na to, by utwierdzić sie w przekonaniu, że to, co sprawdziło się  u mnie w grudniu, jest naprawdę dobre. 


Serum pod oczy Pure marki Orphica, to nie tylko ładna buteleczka, ale także świetny kosmetyk. W swoim składzie zawiera filtrat ze śluzu ślimaka i mnóstwo naturalnych ekstraktów. Bardzo dobrze nawilża skórę pod oczami i jestem z niego niezwykle zadowolona. Moim zdaniem, ten polski produkt może śmiało konkurować z koreańskimi odpowiednikami. 

Kolejnym, bardzo dobrym kosmetykiem  pielęgnacyjnym jest krem Redermic R marki La Roche Posay. Osoby, które szukają dobrego kremu z retinolem w celu ujarzmienia zaskórników, redukcji wyprysków i terapii przeciwzmarszczkowej śmiało mogą pomaszerować do apteki po ten krem. Należy jednak stosować go ostrożnie, wprowadzać etapami, bo retinol jest mocną substancja, która potrafi podrażnić.

Ostatnim smaczkiem pielęgnacyjnym jest oleokrem marki L'Biotica z olejem arganowym. Powiedziała mi o  nim koleżanka z pracy. Wyprowadziła mnie z błędu, bo cały czas byłam przekonana, że taki wynalazek może obciążać i przetłuszczać włosy. Okazało się jednak, że jest to lekki kosmetyk do zabezpieczania końcówek, który także redukuje puszenie i elektryzowanie sie włosów. Dzięki niemu są piękne i gładkie. Dodatkowym plusem jest jego piękny zapach ;>


W kolorówce same świeżynki. Moja pierwsza miłość to paletka cieni z drogerii! Używam jej codziennie i jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jaka jest fajna, przemyślana i tania. Kolory, które w niej znajdziecie są idealne do stworzenia dziennego i wieczorowego makijażu, jest kompaktowa, lekka, ma lusterko, a pigmentacja, jak na drogeryjny kosmetyk jest naprawdę dobra. 

Kolejnym zaskoczeniem jest żel barwiony do brwi także marki Rimmel. Dzięki niemu mogę na szybko wyczarować ładny kształt i zagęścić włoski. Oprócz tego, dobrze utrwala nawet tak niesforne włoski, jak moje. Jeśli nie lubicie żelu z kolorem, to w drogeriach jest także wersja bezbarwna. 

Ostatnim ulubieńcem jest matowa pomadka marki Golden Rose, którą już wszyscy znają i kochają, ale ja jestem sto lat za murzynami.  Mój kolor to nr 16, który jest nieco rudym "nudziakiem". 

To już wszyscy ulubieńcy, których miałam do pokazania. Na koniec zdradzę Wam jeszcze, że już mam pewne typy, które prawdopodobnie pojawia się w ulubieńcach lutego ;>

P.S.
Ostatnio jestem zafascynowana różnorodnością sztucznej biżuterii. Razem z Klaudią doszłyśmy do wniosku, że najlepiej zamawiać ja od chińczyków, bo tam kosztuje grosze, a jest równie dobra, co ta sieciówkowa. Mnie ostatnio szczególnie interesuje biżuteria do włosów z motywami roślinnymi. Wygląda, to cudownie! Tęsknię za wiosną...

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...