2 stycznia 2017

Baza pod cienie i korektor w jednym | Eyeshadow Primer Potion - Eden - Urban Decay

Każda z nas chce aby makijaż oka przetrwał bez poprawek przez cały dzień. Szukamy produktów idealnych, często bardzo drogich, ale bywa, że nawet one potrzebują wsparcia. Wynika to z naszej budowy oka, albo od tego, że mamy tak zwane "tłuste" powieki i wszystko zaczyna się rolować. Wtedy niezbędna jest nam baza pod cienie, która moim zdaniem odwala połowę roboty jeśli chodzi o świetny i trwały makijaż, bo cienie, nawet te najlepsze to nie wszystko.

Ja najbardziej lubię te bazy, które oprócz przedłużenia trwałości maja właściwości korygujące. Moje powieki są dosyć zaczerwienione. Wszystko przez to, że prześwitują mi małe podskórne żyłki. Dlatego nie zawsze kolory cieni wypadają tak, jak w palecie (zwłaszcza te jasne), ale tutaj z pomocą przychodzi mi baza Urban Decay Primer Potion - Eden, która ma beżowy kolor i świetnie koryguje wszelkie mankamenty powieki i świetnie przedłuża trwałość kosmetyków oraz ułatwia blendowanie. Jest to mój absolutny ulubieniec!

Urban Decay Primer Potion - Eden wpadła w moje ręce w postaci próbki dołączonej do palety Naked 3. Już po pierwszym użyciu bardzo mi się spodobała. Moim zdaniem bije na łeb na szyję bazę marki Zoeva, która owszem - przedłuża trwałość cieni, ale jest bardzo lepka przez co łatwo sobie zrobić na niej plamę ciemniejszym cieniem, co w przypadku bazy UD nie ma miejsca. 

Kosmetyk otrzymujemy w eleganckim, kartonowym opakowaniu. Strasznie podoba mi się to czarno-fioletowe ombre (wszystko co fioletowe mnie przyciąga..) W środku zaś znajdziemy tubkę z fikuśnym korkiem, który przypomina trochę diament lub oszlifowany kryształ. Jest to nowa wersja opakowania, która podoba mi się zdecydowanie bardziej niż poprzednia. Bazę UD, aplikuje się przy pomocy "różdżki" takiej, jak w błyszczykach. Dla mnie jest to bardzo wygodne rozwiązanie. Pacynka nabiera idealna ilość bazy, która wystarcza na pokrycie obu powiek i nie trzeba się martwic o to, że wydobędziemy jej za dużo. Krótko mówiąc - nic się nie marnuje. Po aplikacji na powiekę wystarczy kleks rozetrzeć palcem. Zajmuje to dosłownie moment, gdyż baza sunie gładko i przyjemnie wyrównując jednocześnie kolor powieki.

Pojemność opakowania to aż 10ml... Taka tubka wystarczy mi chyba na najbliższe dwa lata. Wszystko przez to, że jest niesamowicie wydajna. Dzięki temu jednak cena nie odstrasza, bo gdy się to podzieli na te wszystkie miesiące wychodzi nam groszowa sprawa ;)

Jeśli chodzi o samo działanie, to jestem tym kosmetykiem zachwycona. Jak już wspomniałam wyrównuje kolor powieki ukrywając wszelkie żyłki i zaczerwienienie. Cienie (niezależnie od marki i ceny) trzymają się na niej aż do zmycia w nienaruszonym stanie nawet, gdy jest to więcej niż 12 godzin. Wybija kolor cienia, sprawia że jest on bardziej intensywny, co jest ważne w przypadku tych najjaśniejszych egzemplarzy. Ułatwia także blendowanie i łączenie nawet najbardziej napigmentowanych i lubiących robić plamy cieni. Przy jej pomocy uzyskanie ładnego przejścia w postaci mgiełki to nic trudnego! Nie żałuje ani trochę tego, że zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowego opakowania.

Jeśli zastanawiałyście się nad zakupem tej kultowej już bazy to serdecznie ją polecam. Wersje Original także miałam okazje wypróbować, ale ona nie wyrównuje kolorytu powieki. Mimo wszystko inne aspekty ma równie dobre, jak wersja Eden. Trwałość cieni, blendowanie, podbicie koloru jest na najwyższym poziomie. Ze wszystkich rodzajów najgorzej wypada Sin o wykończeniu perłowym. Dla mnie to katastrofa i jakieś nieporozumienie.

P.S.
Zobaczcie moje dwa najnowsze nabytki. Zakochałam się w ciepłych kudłatych sweterkach, więc kolejny trafił do mojej kolekcji. Skusiłam się także na czarno-szary szal, który pasuje do mojej czapki z pomponem ;D

Buziaki
Ada






Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...