8 listopada 2016

Ulubieńcy miesiąca | Październik 2016

W październiku jesień zawładnęła moim sercem! W makijażu pojawiły się rude brązy i złoto, a w kubku towarzyszyło mi ciepłe kakao. Nie podobała mi się tylko aura za oknem, która z dnia na dzień robiła się coraz gorsza. Mimo tych wszystkich pięknych kolorów,  uroczych szalików i czapek jesieni nigdy nie polubię bo zwiastuje deszcz i przeszywające zimno, którego nienawidzę. Zostało mi jedynie cierpliwie czekać na wiosnę - moja ulubioną porę roku.

Dzisiejszy post nie będzie jednak o moich rozterkach związanych z temperaturą za oknem, a o ulubieńcach kosmetycznych ubiegłego miesiąca.  Tym razem sama kolorówka, bo pielęgnacja została dopiero co zmieniona na tryb "jesień/zima antyzmarszczki" więc na razie jesteśmy na etapie zapoznawania się i na miłość przyjdzie jeszcze czas ;)


Moja pierwsza i największa miłość to perfumy w olejku Aphrodesia <3 Jest to zmysłowy, kobiecy trochę ciężki, ale zarazem rześki zapach. Idealne o tej porze roku. Nie potrafię się z nimi rozstać :) Kupicie je w sklepie Helfy.

Kolejnym ulubieńcem w tym miesiącu są dwa cienie z kolekcji GlamShadow. Rabarbar jest przecudowny! Rudo-czerwona podstawa i złoty połysk, to kwintesencja jesiennego looku ;> Drugi w kolejności jest cień o nazwie Różowe Złoto. Ma niesamowity połysk i żadna sroka kochająca błyskotki mu się nie oprze. 

Dopełnieniem tych jesiennych wariacji na oczach jest róż do policzków Burjois 03 Copper Brown. Kupiłam go na promocji w Rossmannie, bo brakowało mi właśnie takiego koloru w mojej kolekcji. Wspaniale dopełnia moje ruse smoky na powiekach :)


Ostatni dwaj ulubieńcy to: pomada do brwi z Inglota oraz wygrzebany z dna szuflady puder do twarzy The Balm Sexy Mama. Przed pomadami, farbkami do brwi i innymi takimi broniłam się rękami i nogami. Twierdziłam, że wypełnianie nimi brwi to pracochłonny proces. Uległam jednak w trakcie promocji pani ekspedientce  i stałam się posiadaczką pomady w kolorze nr 16. Ten produkt to rzeczywiście petarda i już nie dziwią mnie pieśni pochwalne na jego temat, a wypełnianie brwi trwa tyle samo ile schodziło mi na malowaniu ich kredką ;)

Puder natomiast zyskał nowe życie. Moja cera po odstawieniu tabletek zaczęła szaleć i się przetłuszczać. Sexy Mama, to był jedyny puder, który matowi cerę jaki miałam w zbiorach. Reszta to bardzo lekkie rozświetlające pudry, które w ogóle nie dają sobie rady. Lubię go bardzo za lekko satynowe wykończenie i brak talku w składzie. Dzięki niemu mogę wyglądać jak człowiek przez kilka dobrych godzin <3 Dobrze czasem jest pogrzebać w szufladach ;)

Tu już wszyscy ulubieńcy ubiegłego miesiąca :)

Buziaki
Ada :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...