16 lutego 2016

GlySkinCare | GlySkinCare Cream 10 Krem pilingujący 10 (10% kwasu glikolowego)

Od późnej jesieni do wczesnej wiosny mamy najlepszy okres na wszelkie zabiegi pielęgnacyjne z użyciem kwasów. Nie lubią się one zbytnio z promieniami słonecznymi dlatego nie radziłabym ich stosować gdy słońce zaczyna nas obdarowywać swoim światłem hojniej niż zwykle. Ja od dwóch lat jestem wierna tego typu kuracji. Kwasy oczyszczają moja skórę, pomagają utrzymać rozszerzone pory w czystości i ogólnie poprawiają stan cery.
W tym sezonie w złuszczaniu pomagał mi krem GlySkinCare Cream 10 Krem pilingujący z 10% kwasu glikolowego. Od razu na początku muszę zaznaczyć, że osoby, które nigdy nie używały kwasów bądź mają bardzo wrażliwą cerę powinny zasięgnąć porady specjalisty przed użyciem preparatu, a na początek swojej przygody powinny wybrać delikatny tonik z kwasem, a nieco później zdecydować się na wersję 5% by przyzwyczaić skórę do działania kwasów. 


Krem złuszczający otrzymujemy w niewielkim opakowaniu w postaci tubki. Pojemność to tylko 30ml, ale uwierzcie mi, że to w zupełności wystarczy gdyż kremu nie używa się codziennie i nie używa się go w dużej ilości. Jego konsystencja jest dosyć bogata i pozostawia na skórze tłusta warstwę za sprawa parafiny w składzie. Zapach średnio przyjemny choć dość charakterystyczny dla preparatów na bazie kwasów. Skład ma taki sobie (wspomniana parafina) i trochę chemii, ale używany dwa razy w tygodniu z przerwami nie robi krzywdy.


Jako że kwasy nie są mi obce zaszalałam od razu z grubej rury. Pierwsza aplikacja zakończyła się tym, że krem został na twarzy na cała noc. Skóra nie protestowała, a działanie kwasu było standardowe czyli trochę skora się zaczerwieniła i nic więcej. Na drugi dzień czułam lekkie ściągnięcie skóry, a po dwóch kolejnych dniach zaczęło się złuszczanie skóry. Brzmi to okropnie, ale pojawiło się na mojej cerze zaledwie kilka suchych skórek, a cała reszta schodziła przy każdym spotkaniu z ręcznikiem. Musze przyznać z podziwem, że już po tym pierwszym użyciu widziałam efekty. Skóra była wyraźnie rozjaśniona, a ja nie mogłam przed lustrem uwierzyć w to co widzę. 


Krem stosuje do dzisiaj dwa razy w tygodniu w kilkudniowych odstępach. Oprócz rozjaśnienia skóry zaobserwowałam z biegiem czasu wyraźne wygładzenie cery oraz zmniejszenie się porów. Wraz z kolejnymi warstwami złuszczonego naskórka poznikały także małe grudki na czole, które sprawiały mi problem od jakiegoś czasu. Jestem bardzo zadowolona z tej kuracji, ale wolałbym jednak by krem nie zawierał w składzie parafiny. Mnie używany dwa razy w tygodniu nie zapchał, ale wiem, że są takie osoby, które już po pierwszym użyciu kosmetyku z tym składnikiem mają na skórze wypryski, a na pewno chciałyby móc używać tego typu kosmetyki w domowym zaciszu zwłaszcza, że kwasy świetnie radzą sobie z problematyczną cerą.

Jeśli rozważacie kurację kwasami i wiecie, że będą odpowiednie dla Waszej cery to naprawdę mogę polecić produkty z gamy GlySkinCare.  Są skoncentrowane i skuteczne. Nie trzeba długo czekać na efekty. Moim zdaniem warto!

Buziaki
Ada :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...