4 października 2015

Ulubieńcy miesiąca | Wrzesień 2015


Wrzesień zbytnio nie obfitował w nowości. Staram się ograniczać zakupy kosmetyczne do najpotrzebniejszego minimum na rzecz zużywania tego, co już jest w moim posiadaniu. Nie widzę już sensu wydawania nawet najmniejszych kwot na kolejne kosmetyki tylko dlatego, że są popularne (szczególnie kolorówka). Jest to moim zdaniem wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo nie zużyję 10 szminek, 30 cieni do powiek, 5 róży i 6 podkładów. Prędzej czy później wyląduje to w koszu na śmieci. W końcu to nie ilość, a jakość się liczy. Dzisiaj wyjątkowo przedstawię Wam kilka nowych kosmetyków, które mnie zachwyciły w tamtym miesiącu. Gdyby nie one musiałabym Wam wkleić post złożony z notek z poprzednich dwóch miesięcy ;)


Pierwszym kosmetykiem jest peeling wygladzający Nacomi, który uwiódł mnie swoim cudownym i soczystym zapachem. Później okazało się, że także porządnie złuszcza martwy naskórek i wygładza cerę. Na pochwałę zasługuje także jego nowatorska formuła bogata w oleje. Niebawem pojawi się jego recenzja. 

Następne w kolejce jest serum do skórek i paznokci Evree. Postanowiłam we wrześniu ratować moje paznokcie metodą olejowania, bo doszłam do wniosku, że rozdwajają się one z przesuszenia. Po tych 3 tygodniach intensywnej pielęgnacji bez ich malowania ciesze się mocną płytka paznokcia :) Teraz znowu mogę się cieszyć noszeniem nowego lakieru na paznokciach przez 6 dni bez odprysków.

Ostatnim produktem z kategorii pielęgnacja jest oliwkowa woda tonizująca marki Ziaja. Kupiłam ją, bo potrzebowałam mgiełki z gliceryną do scalania makijażu. Sprawdza się ona w tej roli idealnie. Zdejmuje pudrowość i ładnie scala makijaż dzięki czemu wygląda on za każdym razem bardzo naturalnie. 


Jak już wspominałam teraz na nowo mogę się cieszyć ładnymi paznokciami i wróciłam do mojego ulubionego lakieru. Golden Rose Express Dry 04 kupiłam jeszcze w sierpniu ze względu na kolor. Od dawna szukałam czegoś takiego. Jest to taki mocno rozbielony beżo-róż. Formuła niestety nie jest idealna, bo szybko wysycha i można sobie nim narobić smug, a przy grubszej warstwie bąbelkuje, ale za te 4,50 mogę mu to wybaczyć :) Na plus jest także pojemność, bo można lakier szybko wykończyć zanim zrobi się z niego glutek. 

Z czeluści szuflady wygrzebałam róż z Inglota o numerze 55, który świetnie wpisuje się w jesienną aurę. Jest to taki brudny róż złamany fioletem, który na policzkach wygląda bardzo delikatnie i jesiennie. Jego formuła jest satynowa dzięki czemu pięknie się rozprowadza na skórze i nie robi plam. 

Korektor pod oczy Helena Rubinstein to sierpniowy zakup, ale musiał poczekać na swoja kolej, aż NYX HD wyzionie ducha. Poprzednik Heleny jest bardzo dobry i nadal go polecam, ale przy dłuższym stosowaniu lubi wysuszyć delikatna skórę pod oczami i trzeba się skupiać na mocnej, tłustej pielęgnacji. Chciałam zatem spróbować czegoś lepszego, nawilżającego i trafiłam w dziesiątkę. Korektor Heleny to geniusz. Delikatny, a przy tym kryjący i pięknie rozświetlający. Niestety jest strasznie drogi, ale w stosunku do dużej pojemności (15ml) nie wychodzi tak źle. Z pewnością posłuży mi bardzo długo.

Ostatnim ulubieńcem jest krem BB Gold Vip marki Skin79. Uwielbiam tego rodzaju kosmetyki za ich nawilżająca i pielęgnującą formułę. Skin79 Gold Vip ma dosyć dobre krycie, a przy tym naturalne wykończenie na skórze. Kolejnym atutem jest wysoka ochrona SPF 30 i dosyć ciemny kolor jak na azjatyckie kremy BB dzięki czemu dostosuje się do większości karnacji. Niebawem pojawi się szersza recenzja. 

Znacie te kosmetyki? Który z nich najbardziej Was zainteresował? :)

Pozdrawiam ciepło
Ada :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...