14 października 2015

Mój makijaż kiedys i dziś | Zmiana podejścia do makijażu na przestrzeni ostatnich kilku lat


Kosmetyki uwielbiam od zawsze. Już jako mała dziewczynka próbowałam swoich sił w makijażu z opłakanym, ale uroczym skutkiem (na Insta możecie zobaczyć zdjęcie). Jednak pierwsze poważne podejście do sztuki malowania własnego oblicza podeszłam pod koniec gimnazjum. Na szczęście wtedy szło mi już o wiele lepiej i dzięki podpatrywaniu wskazówek z gazet i TV (Ania Orłowska była moim guru) nie zaliczyłam wpadek typu czarna kreska dookoła oka. Niestety nie wiedziałam o istnieniu bazy pod cienie, pędzli do makijażu innych niż języczkowy z drogerii, bronzera czy kosmetyków do brwi. Na szczęście po kilku latach odkryłam YT i blogi, które pozwoliły mi udoskonalić mój makijaż i zmienić podejście do niego.

Podobny post widziałam u Agu Blog. Skłonił mnie on do refleksji nad moją przygodą z makijażem.  Myślę, że jest to ciekawa odskocznia od recenzji i porad kosmetycznych. Możliwe, że któraś z Was też się zainspiruje.  Pozostając w temacie refleksji poprzednie dwa okropnie zimne dni dały mi wiele do myślenia. Ucieszyłam się z faktu, że nie muszę na razie iść do pracy i marznąc rano na przystanku. Gdybym miała odpowiednie kapitał zainwestowałabym w nieruchomości i została rentierem http://www.jestem-rentierem.pl/. To może przynieść naprawdę dobre zyski i nie musiałabym się użerać z szefem, bo nieruchomości zarabiałyby na mnie ;) W końcu mam do tego odpowiednie wykształcenie także kto wie.

Zrezygnowałam z totalnego matu
Kiedyś to był mój priorytet, choć tak naprawdę nigdy nie miałam większych problemów z przetłuszczaniem. Bywało i tak, że wciskałam w skórę dwie warstwy pudru. Wszystko przez zajawkę gotyckim stylem i białą twarzą bez skazy i błysku. Latem to jeszcze jakoś przechodziło, bo skóra wtedy produkuje więcej sebum, ale zimą miałam przez to problem z przesuszeniem. Dodatkowo tak mocno osuszona twarz pudrem wygląda starzej. Teraz coraz częściej stawiam na naturalne wykończenie i delikatny blask.Uważam, że nie ma nic piękniejszego niż świetlista i promienna cera.

Zaprzyjaźniłam się z korektorem pod oczy
Nie wiem jak mogłam tak żyć, ale absolutnie nie używałam korektora pod oczy. Podkład zwyczajnie lądował na całej twarzy. Jeśli już używałam korektora, był to taki w sztyfcie na ewentualne wypryski. Nie miałam pojęcia, że istnieją delikatne i rozświetlające korektory pod oczy. W sumie skąd mogłam wiedzieć skoro moja mama i koleżanki też czegoś takiego nie używały. Pewnego dnia oświeciła mnie Ania Orłowska. Dzięki niej przestałam obciążać moją skórę pod oczami podkładem wtedy na dodatek matującym.

Zrozumiałam, że dobra baza pod cienie to podstawa makijażu oka
Kiedyś nie wiedziałam o jej istnieniu. Później uważałam, że jest ona niepotrzebna, bo nie miałam problemu z trwałością cieni, bo za radą Ani Orłowskiej używałam korektora na powiekę, ale pewnego dnia zmieniłam zdanie. Kupiłam swoja pierwszą bazę z ciekawości i doszłam do wniosku, że nie ma porównania. Cienie aplikuje się łatwiej, są bardziej napigmentowane i głębokie. Trzymają się jak przyklejone do momentu zmycia. Nie wiem jak mogłam bez niej funkcjonować. Dzięki temu produktowi każdy nawet tani cień o średniej jakości będzie wyglądał znacznie lepiej.

Zrezygnowałam z malowania kreski
Kiedyś czarna kreska na linii rzęs była podstawą mojego makijażu. Uważałam, że bez niej wyglądam źle, moje oczy są małe, a rzęsy rzadkie. Wraz ze wzrostem umiejętności makijażu kreska odchodziła w niepamięć. Teraz potrafię pomalować się tak, że każdy makijaż bez kreski wygląda dobrze, a ja oszczędzam mnóstwo czasu rano, bo już nie ślęczę przed lustrem i nie maluję ze szwajcarską precyzją linii nad rzęsami. Nie stresuję się także tym, że wyjdą mi różnie ;)

Zaczęłam używać białej lub cielistej kredki na linię wodną
Czarna linia wodna towarzyszyła mi od zawsze. W czasach gimnazjum i liceum uwielbiałam mroczne, ciemne makijaże w stylu smoky, których integralna częścią była czarna kredka. Moda na mrok i czerń nieco mi przeszła w czasie studiów. Wtedy jednak nic na linii wodnej nie aplikowałam. Dopiero Katosu mi pokazała co to cielista kredka i czemu służy. Teraz łapię się coraz częściej na tym, że nawet przy mocnym makijażu, linię wodną podkreślam cielistą kredką.

Odkryłam bronzer i rozświetlacz
Bardzo długo nie wiedziałam o ich istnieniu. Pierwszy raz usłyszałam o nich chyba 3-4 lata temu. Długo też zabierałam się do tego aby kupić te kosmetyki. Pierwszy bronzer zamówiłam chyba dwa i pół roku temu. Miałam ogromny problem z dobraniem odpowiedniego koloru. Większość bronzerów wygląda na mnie żółto lub pomarańczowo (mogę nawet opalić twarz bronzerem z KOBO, który dla większości jest szary :P) Później przyszedł też czas na rozświetlacz. Nie wiem jak mogłam nie konturować swoich policzków i nie podkreślać kości jarzmowej. Twarz wygląda dzięki temu zupełnie inaczej, nabiera trójwymiarowości. Sam róż nie daje takiego efektu.

Odkryłam moje brwi na nowo
Zawsze myślałam, że mam ładne geste brwi i wystarczy mi tylko henna. NOPE! Tak nie było i tak nie jest. Uświadomiłam to sobie dopiero wtedy, gdy kupiłam pierwszą kredkę do brwi. Nadal nie jestem mistrzynią w ich podkreślaniu, ale uważam, że wyglądają znacznie lepiej niż kiedyś i opanowałam zaznaczanie ich w takim stopniu, aby były podkreślone, a wszystkie dziury wypełnione, ale wciąż wyglądały dość naturalne. Uwierzcie mi, ze brwi zmieniają wszystko. Czasem nawet nie trzeba się malować tylko je podkreślić aby wyglądać lepiej.

To już chyba wszystkie zmiany jakie teraz przychodzą mi na myśl. Moja przygoda z makijażem nadal trwa i pewnie za kilka lat lista "rewolucji" powyżej będzie wyglądała zupełnie inaczej. W końcu człowiek idzie naprzód i ciągle się rozwija.
Koniecznie dajcie też znać jakie zmiany w podejściu do makijażu zaszły w Waszym przypadku.

Buziaki!
Ada :)



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...