31 października 2013

Bielenda, Pomarańczowa Skórka, Bioaktywny koncentrat antycellulit wyszczuplający, ujędrniający


Temat cellulitu nie jest tym najprzyjemniejszym dla nas, ale w walce o ładne pośladki trzeba szukać dobrych rozwiązań. Już od dawna wiadomo, że aby skutecznie z nim walczyć trzeba zdrowej diety, masażu i wysiłku fizycznego. Pomocnikiem w tej walce może być balsam do ciała o działaniu antycellulitowym. Jak wiecie, albo i nie ja jestem aktywną osobą i staram się zdrowo i dobrze odżywiać jednak nie wyobrażam sobie braku wspomagania w postaci balsamu. Dziś chcę Wam pokazać jeden z lepszych na jaki trafiłam. Jeżeli jesteście ciekawe jak Bielenda się u mnie sprawdziła to zapraszam do dalszej części.



Producent opisuje ten kosmetyk w następujący sposób:

Bioaktywny koncentrat to silnie działający preparat, który skutecznie walczy z objawami nadwagi oraz cellulitem. Przeznaczony do każdego typu skóry, również wrażliwej. Widocznie redukuje nawet zaawansowany cellulit, zapobiega jego powstawaniu oraz uporczywym nawrotom. Błyskawicznie wnika w głąb skóry, skutecznie dociera do zmagazynowanego tłuszczu i przyspiesza jego spalanie. Poprawia mikrokrążenie, zapobiega ponownemu odkładaniu się tkanki tłuszczowej, wyszczupla i modeluje sylwetkę, doskonale ujędrnia i nawilża skórę. Wysokie, zapewniające skuteczność stężenie składników aktywnych o udowodnionym działaniu antycellulitowym i wyszczuplającym dodatkowo usprawnia proces rozbijania cellulitu i spalania tkanki tłuszczowej, który trwa jeszcze wiele godzin po aplikacji.
Efekt: widoczna redukcja cellulitu i tkanki tłuszczowej, doskonale wymodelowane, jędrne, gładkie i sprężyste ciało.




Skład:

Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Cetearyl Ethylhexanoate, Propylene Glycol, Glycerin, Camelia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Caffeine, Hedera Helix (Ivy) Leaf Extract, Fucus Vesiculosus Extract, Equisetum Arvense (Horsetail) Leaf Extract, Perilla Ocymonides Seed Oil, Centella Asiatica Leaf Extract, Garcinia Cambodia Fruit Extract, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Rahnella/Soy Protein Ferment, Palmitoyl Oligopeptide, Glyceryl Polymethacrylate, PEG-8, Dimethicone, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Polyacrylate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer,   Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/ Laureth-7, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben,  Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, DMDM Hydantoin, Parfum   (Fragrance), Butylphenyl Methylppropional,Lilial, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.



Opakowanie zawiera 175 ml produktu. Na początku myślałam, że jest to mało w porównaniu np do Eveline, ale jestem mile zaskoczona jego wysoką wydajnością, bo mam go już od 3 miesięcy i nadal się nie kończy.
Tubka jest miękka co pozwala na wygodne wyciśnięcie kosmetyku i ma solidne zamknięcie na klik (ale nie łamie paznokci ;))

Zapach ma przyjemny, a jego konsystencja jest lekka, ale nie lejąca. Bardzo szybko się wsmarowuje i wchłania dlatego można go spokojnie używać rano. Nie potrzeba go wiele aby posmarować to co chcemy ;)

To co najbardziej mi się w nim podoba to brak efektu chłodzenia i grzania. Jest całkowicie neutralny, nic nas nie szczypie, ziębi... ideał pod tym względem.


Nie żałuję tego zakupu. Jest to jeden z lepszych tego typu kosmetyków dostępny w drogeriach. Za cenę 13-15 zł otrzymujemy produkt, który może nie redukuje spektakularnie cellulitu (tego to chyba żaden kosmetyk nie robi), ale genialnie napina i ujędrnia skórę. Dla osób na diecie i ćwiczących jest to super produkt bo jeśli nie wspomagamy naszej skóry w trakcie tracenia wagi bywa, że zostaje nam mało elastyczna i naciągnięta skóra.
Po posmarowaniu tym preparatem pośladków, ud i brzucha czujemy jak robi nam "push-up" co bardzo mi się podoba, a co najlepsze trzyma nam to wszytko na miejscu przez dłuższy czas.



Jeżeli zastanawiacie się nad kupnem to ja polecam Wam spróbować bo jest duże prawdopodobieństwo, że Wam się spodoba efekt jaki daje. Ja na pewno skuszę się na kolejne opakowanie, nie żałuje, że zamieniłam Eveline na Bielendę.

Do zobaczyska :)
Avida

15 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. Co kto lubi :) ja za ujędrniaczami przepadam

      Usuń
  2. Lubię jeśli takie produkty działają :) Ja nie wierze w natychmiastową redukcję cellulitu, ale takie kosmetyki zwykle świetnie ujędrniają i napinają skórę (jak piszesz). Zwykłym balsamem nie da się osiągnąć takiego efektu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też je lubię i warto wspomagać swoją skórę bo to nam zaowocuje w przyszłości

      Usuń
  3. o proszę, całkiem fajny produkt z tego co czytam, mimo że ogólnie dość sceptycznie jestem nastawiona do takich kosmetyków "do zadań specjalnych" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tego jeszcze nie próbowałam, do tej pory miałam te co albo chłodzą albo grzeją:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, dobrze, że zwróciłaś mi na niego uwagę! Ja nawet lubię rozgrzewające balsamy, ale mam kilka zaczerwienień na nogach, więc nie są mi wskazane. A tych chłodzących nienawidzę, bo niekiedy mnie tak wyziębiły, że bolało mnie gardło.

    glamdiva.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. "Jest całkowicie neutralny, nic nas nie szczypie, ziębi... ideał pod tym względem." dla mnie zdanie klucz :D. Z dwojga złego wolę chłodzenie, ale i tak to dla mnie katorga (miałam też przeboje z Eveline, chociaż ostatni chłodzący nawet nie spowodował uszczerbku na mojej psychice). Mam do tych specyfików dokładnie takie podejście jak Ty, same niczego nie zdziałają, ale są świetne w połączeniu z aktywnością fizyczną:). Rozglądam się teraz właśnie za takim ujędrniaczem i chyba już wiem na kogo padnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też z dwojga złego wolę grzejące, ale ostatnio tak mnie szczypało, że aż musiałam się drapać. Wolę sobie oszczędzić takich ekscesów. W sumie ten efekt chłodzenia lub grzania to dla mnie pic na wodę, to jest tylko po to żebyśmy myślały, że coś tam działa

      Usuń
    2. Więc chwała za to, że Bielenda akurat tą wersję zrobiła bez picu :D, bo niestety działanie ma to zerowe, a odczucia fatalne,bo albo mnie trzęsie z zimna, albo piecze tak, że mam ochotę sobie ściągnąć skórę.

      Usuń
  7. Będę pamiętać na przyszłość o tym kosmetyku, póki co na szczęście nie muszę walczyc z pomarańczową skórką. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie używałam nigdy tego koncentratu :) ale jak tam lubię, jak coś mnie chłodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja muszę powiedzieć, że całkiem lubię termiczne efekty takich kosmetyków. Dawno dawno temu w Biedronce był taki fajny żel z kofeiną i guaraną chyba i był moim faworytem, no ale niestety, nawet robienie zapasów na nic się nie zdało, bo w końcu go wycofali (albo zmienili szatę i teraz nie mogę go odnaleźć).

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie wypróbuję :) Jestem ciekawa jak sprawdzi się w porównaniu z Eveline :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...